Skarga w postępowaniu administracyjnym – urzędnik siedzi w fotelu i liczy pieniądze, satyryczna ilustracja przedstawiająca absurdy urzędów.

Skarga w postępowaniu administracyjnym – satyryczne opowiadanie o urzędzie, donosicielstwie i ludzkiej naturze

Skarga w postępowaniu administracyjnym – urzędnik i petent

Mariusz zaciekle kłócił się z urzędasem.

– Mówię piąty raz, że nie trzeba tego pieprzonego zaświadczenia – kłamał, tak naprawdę powiedział to już piętnasty raz. – Wbij se to do głowy.

– Wójt kazał wymagać – usprawiedliwiał się urzędnik. – A słowo wójta rzecz święta.

– Nie obchodzi mnie, co mówił wójt. Ten twój wójt nie stanowi prawa – nie była to do końca prawda. W rzeczywistości wójt stanowi prawo, ale nie w tej sprawie. – Nie trzeba zaświadczenia, by dostać dowód. Zgubiłem dowód i chcę nowy.

– Wójt kazał wymagać – powtarzał się urzędnik, mówiąc powoli i akcentując każde słowo. – Nie będzie nadużyć. Tak wójt tłumaczył.

– Od kogo to zaświadczenie? – spytał wielce poirytowany Mariusz.

– Z policji – ciągnął urzędnik. – Zresztą przy kradzieży też trzeba.

– Przy kradzieży to inna sprawa, tam prawo wymaga. A tu gówno wymaga. Wójt niech se wsadzi w dupę to zaświadczenie. Dajcie mi chociaż jakiś papier, że odmawiacie mi dowodu.

– Nie mogę tego zrobić, prawo zabrania.

– Teraz nagle znasz się na prawie, stary pryku. Pogadamy inaczej…

Urzędnik słyszał tę samą groźbę mniej więcej pięć razy dziennie. Pewnego dnia zaczął liczyć. Jednak przy dwudziestu stracił rachubę. Co ciekawe, jeszcze nigdy z nikim nie pogadał inaczej.

Skarga w postępowaniu administracyjnym jako sposób na urzędnika

Mariusz, wychodząc, trzasnął drzwiami, aż zawiasy zaskrzypiały.

Nie wiedział jednak, że urzędnik łgał. Wójt wcale nie wymagał zaświadczenia. To właśnie sam urzędnik wymyślał różne pozaprawne wymogi, by ulżyć sobie w pracy. W końcu wójt za ciężką pracę płacił niewiele powyżej minimalnej krajowej. Jaka płaca – taka praca.

Jednemu petentowi kazał przynieść dodatkowe potwierdzenie, drugiemu naliczył dodatkową opłatę, a trzeciemu zgubił pełnomocnictwo. W efekcie wszystkie te sprawy, z powodu braków formalnych, które sam wywołał, mógł legalnie olać. I rzeczywiście olewał.

Nikt go nigdy nie złapał. Co więcej, nikogo nie obchodziły problemy zwykłych obywateli.

Do czasu…

Mariusz bowiem nagrał całą ich rozmowę i już wiedział… Wiedział, co ma zrobić.

W zasadzie „wiedział” to za mało powiedziane. Czuł, co trzeba było zrobić. Miał to we krwi. Czynił to od małego wyrostka. Zresztą zawsze, gdy cokolwiek mu nie szło w życiu – donosił.

A to na kolegę, który ściągał na matematyce, przez co sam miał chwilę, by zajrzeć tam, gdzie trzeba, i zdać. Innym razem zobaczył, jak nauczyciel wychowania fizycznego spędzał przyjemne chwile z panią od polskiego. Chwilę później już ubrani i bezrobotni wychodzili z gabinetu dyrektora.

Mariusz był dumny ze swoich życiowych osiągnięć. Dlatego też w zeszycie zapisywał każdy najmniejszy donos, każdy podrzucony przełożonemu dowód lenistwa kolegi z pracy – wszystko, co mogło mu uprzyjemnić dzień.

Rzeczą naturalną było, że nikt – oprócz jego samego – nie lubił jego skromnej osoby.

Skarga w postępowaniu administracyjnym

Wzór skargi miał już przygotowany. Wystarczyło tylko, że zmienił imię, dodał załączniki i adresata – wojewodę.

Była to klasyczna skarga w postępowaniu administracyjnym. Napisał w niej same mięsiste kąski – naruszenie Konstytucji, ustaw, a nawet przyzwoitości publicznej. Dosłownie włos się jeżył.

Następnie wysłał ją, ucieszony jak małe dziecko, i czekał…

Po kilku dniach dostał odpowiedź – wobec urzędnika zastosowano sankcje dyscyplinarne, wyjaśniono mu, że w danej sprawie nie trzeba zaświadczenia oraz przeprowadzono mu szkolenie z zakresu postępowania administracyjnego.

Mariusz był wniebowzięty, że jego skarga w postępowaniu administracyjnym spowodowała tak duże konsekwencje.

Wstrząs ten mógł być porównany tylko do utraty koncesji na alkohol przez lokalny sklep monopolowy, gdzie jako szesnastolatek kupił wódkę, a następnie zgłosił to tam, gdzie trzeba.

Przygotowanie do powrotu

Wydrukował zawiadomienie o rozpatrzeniu skargi i poszedł z powrotem po dowód osobisty.

Po drodze wiele sobie wyobrażał.

Urzędnik padnie mi do stóp – myślał podniecony Mariusz. – Będzie mnie całować po nogach i przepraszać za poprzednie pomyłki.

Właśnie to go najbardziej pobudzało do donosicielstwa – poczucie władzy.

Każdy lubi czuć się ważny. Jedni osiągają to przez pracę na wysokim szczeblu, inni wśród wiernych przyjaciół. Jeszcze inni przez walkę maczetami w lasach.

Natomiast, ludzie pokroju Mariusza osiągają to przez cierpienie innych. Gdy może słowem zaszkodzić bliźniemu, nie zawaha się ani chwili. W efekcie da mu to poczucie spełnienia i władzy. A władza deprawuje – co widać idealnie po jego zachowaniu.

Powrót do urzędnika

Nazajutrz więc nawiedził referat spraw obywatelskich.

Już wchodząc, miał poczucie triumfu.

Następnie podszedł do okienka i spojrzał długo w oczy urzędnika – tego samego urzędnika.

– Co się gapisz? – zawołał zirytowany, podobnie niedawno opierdolony urzędnik. – Czego chcesz?

– Zgubiłem dowód osobisty – odpowiedział zmieszany Mariusz. Jednak nie tego oczekiwał. Reakcja urzędnika całkowicie wybiła go z poczucia triumfu. – Potrzebuję nowy.

– Zaświadczenie o zgubieniu jest?

– Nie ma. Mam tu zawiadomienie wojewody, że wyjaśniono waszmości, iż nie trzeba zaświadczenia. Wojewoda napisał…

– Urzędnik na zagrodzie równy wojewodzie – odpowiedział pewnie urzędnik. – Ja tam nie wiem, co jakiś wojewoda ci nagadał. Stawiam, że nawet o tobie nie słyszał. Jak nie ma zaświadczenia, to nie będzie dowodu. Proste jak dwa razy sześć.

Nie było jednak aż tak proste, bowiem urzędnik myślał, że odpowiedź to szesnaście.

– Skargę składałem i wojewoda napisał, że otrzymaliście reprymendę i sankcje dyscyplinarne.

– Ja tam nie wiem nic o reprymendach i sankcjach. Jak chcesz dowód, napisz we wniosku, żeś zniszczył. Będzie bez zaświadczenia.

Ostatecznie skonfundowany Mariusz bez słowa protestu wykonał polecenie urzędnika. W końcu naprawdę potrzebował dowodu.

Następnie, wychodząc z referatu, na twarzy Mariusza nie zostało nic z dawnego triumfu. Nic…

Później wrócił do domu i poczuł chłód porażki.

Dopiero wtedy zrozumiał, że cała odpowiedź na jego skargę w postępowaniu administracyjnym była fikcją. Nikt z nią nic nie zrobił, nikt nie odtworzył jego dwugodzinnego nagrania. Zamiast tego wysłano mu wygenerowaną odpowiedź, nad którą nikt się nie pochylił.

Na szczęście dla niego chłód nie trwał długo. Już tydzień później skarżył się kierownikowi sklepu na uczącą się dopiero kasjerkę.


Poprzedni wpis: https://iusethistoria.pl/2026/07/29/postepowanie-ogolnoadministracyjne/

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *